5
Przepraszam, |e tak dBugo czekalyscie, ale tak jakos szlo mi to jak, za przeproszeniem, sierp z dupy. Dlatego zapraszam do lektury...
I przepraszam za absurdalnosc tej notki, ale serio... majacze przy takiej temperaturze... Pozdrawiam!

Dziewczyna ukucnęła pod ścianą, a w ramach zapełnienia sobie czasu do końca przerwy, wyciągnęła gruby wolumin zatytułowany „Najważniejsze wydarzenia historyczne mugoli, czyli jak zrozumieć postępowanie naszych niemagicznych braci”. W gruncie rzeczy Hermiona bardzo dobrze znała historię dziejów mugoli, w końcu jej rodzice nimi byli, ale ponieważ przeczytała już większość ważniejszych pozycji w bibliotece szkolnej, zaczęła brać się za lektury nadobowiązkowe (których również zaliczyła bardzo dużą część).
Otworzyła na rozdziale „Najważniejsze osobliwości” i zanurzyła się w lekturze. Oczywiście zauważyła wiele błędów rzeczowych, momentami irytowała się również, dlatego, że naprawdę ważne wydarzenia były traktowane bardzo powierzchownie, a głupie, nieprzydatne daty i miejscowości były przywoływane tylko dlatego, że miały one jakiś związek ze światem czarodziejów.
Po chwili usłyszała skrzypienie drzwi od gabinetu profesora Snape’a. Szybko zatrzasnęła księgę i schowała ją do torby, prostując kolana. W drzwiach pojawił się wysoki mężczyzna, o tłustych, przydługawych włosach, woskowatej twarzy, haczykowatym nosie. Nie było w tym mężczyźnie nic pociągającego, a jednak dziewczynie z burzą loków na głowie, momentalnie, serce zaczęło szybciej bić, nogi, lekko się pod nią uginały, a całe ciało, nagle ogarnęła fala gorąca.
Profesor lekko wychylił się zza drzwi i spojrzał z nieco uniesionymi brwiami na Hermionę, a po chwili jego twarz wykrzywił paskudny grymas...
- Co tu pani robi, panno Granger?- zapytał po chwili wpatrywania się w dziewczynę.
- E... bo mamy za chwilę lekcje, więc przyszłam pod klasę- odpowiedziała dziewczyna, czując, że się rumieni...
- Tak?- zdziwił się mężczyzna, jednak było to nieco szydercze zdziwienie- z tego co mi wiadomo, to lekcja rozpoczyna się za... 15 minut, czyżby, chwała Gryffindorru, aż tak była głodna wiedzy?
Hermiona posłała mu tylko pełne wyrzutu spojrzenie, po czym stwierdziła.
- Być może... A myślę, że siedzenie przed lekcją, pod klasą, chyba nie jest aż tak dużym wykroczeniem, żeby podejrzewać mnie o coś niezgodnego z kodeksem szkolnym.
Profesor zrobił nieco zdziwioną minę. Po raz pierwszy widział, żeby Hermiona była tak niemiła w stosunku do nauczyciela...
- Panno Granger, za pańską niesubordynację, odejmuję Gryffindorrowi 10 punktów...- rzekł cicho, patrząc na uczennicę jadowicie...
- Za co?!- oburzyła się dziewczyna, odgarniając parę loków za ucho.
- Za pyskowanie nauczycielowi- wysyczał, młoda dziewczyna coraz bardziej go irytowała- a jeszcze jedna taka uwaga, a będę zmuszony porozmawiać, z profesor McGonnagall.
- I co pan jej powie?!- warknęła patrząc ze zmrużonymi oczami na profesora, była zła, ale też wiedziała, ze tak się zachowując, naraża się na coraz to większy gniew Snape’a- że przyszłam przed dzwonkiem pod klasę?
- Dosyć tego, młoda panno, idzie pani ze mną!- odezwał się po chwili profesor łapiąc dziewczynę za przegub.
Przeciągną ją przez pół zamku, narażając dziewczynę na szydercze chichoty innych, którzy to początkowo dziwili się dziwnemu zachowaniu profesora.
W końcu stanęli przed drzwiami gabinetu, opiekunki Gryffindorru, Snape nawet nie pukając, otworzył machinalnie drzwi i wepchnął Hermionę do pomieszczenia. Profesorka, siedząca za biurkiem, spojrzała znad swych okularów, na przybyłych a na jej twarzy malowała się lekka konsternacja.
- Severusie, czy coś się stało?- zapytała po chwili, poprawiając okulary i prostując się na krześle.
- Tak! Twoja ukochana uczennica, wykazuje, coraz to większą bezczelność wobec nauczycieli- odezwał się patrząc na kobietę wściekle...
Profesor McGonnagall, jeszcze raz podniosła brwi na znak swojego zdziwienia.
- A jakieś konkretne przykłady Severusie?- odezwała się po chwili, zapraszając gestem, dwójkę, do zajęcia miejsc w fotelach naprzeciwko jej krzesła.
- Tak, Minervo. Przed chwilą, ta młoda panna, z ironią i masą bezczelności odpowiadała na moje konkretne pytania- rzekł wściekle, siadając w fotelu.
Hermiona zrobiła nieśmiało kilka kroków do przodu i także usiadła.
- Rozumiem... A cóż takiego ci mówiła?- zapytała po chwili profesorka, rzucając nieco karcące spojrzenie uczennicy.
- A czy to ważne? Chodzi o to, że nie podobał mi się ton jej wypowiedzi, a sama wiesz, że nauczyciele, tak ceniący sobie szacunek uczniów, nie puszczają takich oznak ignorancji płazem- rzekł Snape zniecierpliwionym tonem.
- No dobrze, rozumiem, że odjąłeś już punkty Gryffindorrowi, a czego oczekujesz ode mnie, Severusie?- spojrzenie kobiety zeszło z Hermiony i zatrzymało się na profesorze
- Żebyś zwróciła uwagę na swoich wychowanków... Ślizgoni nigdy nie wykazali by się taką bezczelnością
- Nieprawda!- przerwała głośno dziewczyna z oburzoną miną- a Malfoy? Nie dość, że przez cały czas czepia się Gryffonów, to jeszcze do profesora Hagrida! Jest bezczelny i chamski, a jakoś nikt na to nie zwraca uwagi, a jak ja przyszłam 10 minut przed lekcją pod klasę to wszyscy robią wielkie halo!!!
Nauczyciele spojrzeli na dziewczynę, ze zdziwieniem. Rzeczywiście, Hermiona nigdy się tak nie uniosła przy jakimkolwiek profesorze (nie licząc nauczycielki od wróżbiarstwa). McGonnagal powstała i podeszła do wielkiej półki z książkami, po czym ponownie odwróciła się do siedzących i spojrzała, wzrokiem przeszywającym, na Hermionę
- Panno Granger, mogę wiedzieć co się z tobą ostatnio dzieje? Na lekcjach jesteś nie skupiona, teraz te ekscesy... Nie podoba mi się to... Oczywiście, za coś takiego raczej nie jestem upoważniona do dawania Tobie za to szlabanu- rzekła dosyć surowym tonem.
- Minervo, jako jej opiekunka masz do tego prawo! Domagam się byś jakoś wyegzekwowała od niej szacunek do grona pedagogicznego- syknął wściekle Snape wstając i kierując się do drzwi- żegnam!- po tym słowie wyszedł szybkim krokiem z pomieszczenia, trzaskając głośno drzwiami.
Hermiona siedziała cicho na swoim krześle, wpatrując się błyszczącą, drewnianą podłogę. Co prawda nadal nie rozumiała zachowania profesora Snape’a, a już tym bardziej nie odczuwała jakiejkolwiek winy za to, ale było jej głupio. Jej wzrok z podłogi zszedł na dłonie, które to ściskała w pięści, robiąc bolesne ranki w skórze.
- Dobrze panno Granger, więc o co poszło?- zapytała kobieta siadając z powrotem na swoim krześle.
- Pani profesor, o to chodzi, że ja nie wiem- odezwała się cicho dziewczyna rozluźniając dłonie. Po tonie wypowiedzi profesorki, wiedziała, że McGonnagal nie wini jej za nic, a po prostu chciała wiedzieć co doprowadziło jej kolegę po fachu, do takiego stanu.
- Widzisz, nie powinnam tego mówić, ale ostatnimi czasy profesor Snape, jest nieco rozdrażniony... Oczywiście, każdy teraz chodzi zdenerwowany, przez sytuację z Sama-Wiesz-Kim, ale Severus chyba odczuwa pewien...eee... dyskomfort- rzekła profesorka patrząc na swoje schludne biurko. Jej głos, był o dziwi, usprawiedliwiający.
- Ale, czy to jest powód by się wyżywać na uczniach? Pani profesor, ja też mam problemy i kolejne mi wcale nie są potrzebne, zwłaszcza, że ja się do nich praktycznie nie przyczyniam- powiedziała niemalże szeptem Hermiona, teraz czuła się strasznie. Nie dość, że najpierw stała się obiektem wyładowania nerwowego, człowieka, który nie jest jej obojętny, to teraz jeszcze skarży się na niego, najbardziej sztywnej kobiecie w Hogwarcie. W oczach dziewczyny zalśniły łzy, na szczęście, zanim profesorka to zauważyła, zadzwonił dzwon, obwieszczający początek lekcji- do zobaczenia- rzuciła na pożegnanie, już z korytarza. Pięknie, teraz jeszcze się spóźni na jego lekcję.

- Przepraszam za spóźnienie- szepnęła, wchodząc do zimnego pomieszczenia. Wszyscy ślizgoni momentalnie odwrócili się w jej stronę z szyderskimi uśmiechami. Wiedzieli, że Gryffindorr zaraz straci kolejne punkty. Dziewczyna usiadła w ostatniej ławce obok Harry’ego i Rona, czekając na oschłe słowa profesora „pozbawiła panna Gryffindorru, ileś tam punktów”, ale nie doczekała się ich. Profesor zawzięcie pisał coś w swoim notatniku. Cała klasa siedziała w niewiarygodnej ciszy, lekko zdenerwowana dziwnym zachowaniem Snape’a. W końcu, po jakiś 5 minutach zamknął notatnik i powstał.
- Na dzisiejszej lekcji będziemy sporządzać eliksir przyspieszający- rzekł cicho, przechodząc między ławkami.
Wszyscy w pomieszczeniu zrobili zdziwione miny. Eliksir przyspieszający, mimo swego banalnego działania, był strasznie trudny do przyrządzenia, w dodatku, był to poziom 7 klasy.
- Ależ panie profesorze, przecież mieliśmy robić dzisiaj kolejne odtrutki- to Malfoy odezwał się z pierwszej ławki. Nigdy nie bał się strofować profesora, zwłaszcza, że był jego pupilkiem.
- Zamknij się Malfoy, czy ja ci pozwoliłem się odezwać?- warknął wściekle Snape odwracając się do blondyna, przeszywając go wzrokiem.- Owszem jest to etap 7 klasy, dlatego, postanowiłem dać szansę na wykazanie się chwale, nie tylko Gryffindorru, ale już chyba całego Hogwartu, pannie Granger, która to przygotuje ten oto eliksir, na oczach całej klasy- tu powoi odwrócił się w stronę ławki Hermiony i spojrzał na nią z drwiącym uśmiechem- zapraszam- rzekł, zapraszając dziewczynę gestem do stolika na środku klasy.
Hermiona posłała przestraszone spojrzenie dwójce przyjaciół po czym powoli powstała i podeszła do wskazanego miejsca.
- Zamieniamy się w słuch panno Granger, skoro spóźnia się pani na lekcje, rozumiem, to w ten sposób, że nie uważa pani eliksirów za wystarczająco trudne, by przychodzić na czas.
Dziewczyna odgarnęła do tyłu włosy, wpatrując się z przerażoną miną na wszystkich uczniów. Gryffoni tak jak ona byli przestraszeni, natomiast ślizgoni, z Draconem, na czele, mieli takie miny, jakby życie nagle przybrało wszystkich kolorów tęczy.
- Eliksir przyspieszający... jest jednym z trudniejszych eliksirów do wykonania...- zaczęła niepewnie, szukając w tłumie osób, choćby najmniejszych, gestów otuchy, jednak Gryffoni nadal tkwili w konsternacji, natomiast ślizgoni.... Na nich nawet nie starała się patrzyć- powoduje rzekome przyspieszenie naszego ciała, względem przeciwnika...Rzekome dlatego, że to tylko nasza imaginacja... Tojad żółty, wchodzący w reakcję z... pokrzywą czarną, wywołuje u człowieka dosyć ostre zaburzenia świadomości, dające wrażenie lekkości, co może wpływać na większe przyspieszenie... Wywar należy...
- Panno Granger, nie rozumiem czemu marnuje panna czas na pozbawione jakiegokolwiek sensu historyjki, zamiast pokazać klasie, jak się robi ten eliksir- rzucił sarkastycznie Snape z drugiego końca sali...
Hermiona spojrzała na profesora ze świeczkami w oczach. Miała serdecznie dosyć tej lekcji, ale też nie chciała dać temu człowiekowi tak wielkiej satysfakcji, że na czymś ją złapał i pokazał kim ona dla niego jest... zwykłą głupią uczennicą, idiotką, która nie potrafi radzić sobie w życiu. Zagryzła dolną wargę i pociągnęła nosem.
- Tak...- odezwała się po chwili- więc jak mówiłam do przyrządzenia tego eliksiru potrzebny nam będzie tojad żółty, bardzo ważne jest by był on zerwany podczas pełni księżyca, pokrzywa czarna z korzeniem, odrobinę śluzu...

- Hermiono czym tak podpadłaś Snape’owi?- Ron od razu po lekcji podbiegł do dziewczyny, idącej szybkim krokiem przez korytarz.
- Nie twój interes- warknęła wściekle- cholera! Powiedziałam wszystko, wywarzyłam ten cholerny eliksir, a za to, że kropelka spadła na podłogę ten.... mężczyzna odjął punkty Gryffindorrowi!
- Przynajmniej nie będę teraz osamotniony- rzekł Harry z lekkim uśmiechem, co spowodowało, że na twarzy dziewczyny także pojawił się lekki uśmiech.
- Dobrze, że następną lekcję eliksirów mamy dopiero za tydzień- sapnął Ron siadając przy stole w Wielkiej Sali.
Hermiona postanowiła się nie odzywać. Czy to aby na pewno dobrze? Owszem, teraz miała straszną sytuację ze Snape’em, ale też po słowach McGonnagall zrobiło jej się żal profesora... Biedak, teraz przeżywa prawdziwe katusze, obawiając się, że każdego kolejnego dnia Voldemort (na samą myśl o jego imieniu dziewczyna wzdrygnęła się) może pozbawić go życia.
- Hermiono, słuchasz mnie?- dotarł do niej zirytowany głos Rona.
- Co?- odezwała się żywo- co mówiłeś?
- Mówilem, że jutro jest wypad do Hogsmeade... Idziesz z nami?- powtórzył chłopak bacznie się jej przyglądając.
- Tak... słuchajcie, jestem trochę zmęczona wracam do pokoju wspólnego, może się trochę prześpię- rzekła wstając i wychodząc z sali.

Stuk Stuk....
Drzwi lekko rozchyliły się, cichutko skrzypiąc... Mężczyzna podniósł głowę znad swojego biurka i spojrzał na przybysza. Ku swemu zdziwieniu zobaczył, że to...
- Granger? Co ty tu robisz?
Dziewczyna powoli weszła do pomieszczenia zatrzaskując za sobą cicho drzwi.
- Panie profesorze... bo ja... – odezwała się nieśmiało stając pod ścianą- martwiłam się o pana...
Mężczyzna odłożył kawałek pergaminu (prawdopodobnie czyjąś pracę domową) i spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem...
- Ty? O mnie się martwiłaś?- tu uśmiechnął się dosyć paskudnie- No nie myślałem, że tak dobra uczennica, wchodzi każdemu nauczycielowi w tyłek... Niezwykłe wazeliniarstwo tutaj panna urządza... Powiedzmy, że puszczę tę wizytę w niepamięć, ale proszę stąd natychmiast wyjść- po czym ponownie nachylił się nad swoją pracą.
Dziewczyna przygryzła dolną wargę i już nawet zrobiła jeden krok do tyłu... Już miała się wycofać, kiedy coś w jej wnętrzu się przerwało, coś czego własnowolnie nie mogła zahamować i zanim zdążyła ugryźć się w język rzekła...
- To żadna forma wazeliniarstwa panie profesorze... Ja naprawdę się o pana martwiłam... Nigdy się pan tak nie zachowywał... Myślałam, że coś się stało...
Mężczyzna po raz kolejny odłożył pergamin i po raz kolejny spojrzał na nią tym wzrokiem... Tak przeszywającym, że czuła się tak jakby stała przed nim naga...
- Cóż za tupet...- rzekł po chwili bardzo cicho, poczym wstał z krzesła i wolnym krokiem zbliżył się do dziewczyny- panno Granger... Rozumiem, że jesteś ciekawa świata i nauki... Pochwalam to jak najbardziej, ale żeby wtrącać się w życia innych?- teraz stał już bardzo blisko, dziewczyna czuła od niego lekki zapach eliksirów, o ile się nie myliła, jego szata najbardziej przesiąknięta była eliksirem słodkiego snu...
- Ja nie chciałam się wtrącać- wyszeptała drącym głosem- ja po prostu się martwiłam o pana...
Profesor zbliżył się jeszcze o krok, teraz już ich szaty stykały się ze sobą...
- Czyżby?- wyszeptał również, z tym, że jego szept był głęboki, opanowany, ale także szyderczy- po raz pierwszy spotykam się z taką troską ze strony uczennicy.
Jego kredowobiała dłoń wylądowała na ramieniu dziewczyny... Hermiona poczuła, że serce zaczyna jej mocniej bić, a oddech staje się coraz płytszy...
- A może masz w tym inny cel?- szeptał dalej, ale jego usta były już przy jej uchu, a pod wpływem jego oddechu dziewczyna zaczęła mieć coraz większe problemy ze skupieniem myśli... Ręka profesora lekko zjechała z ramienia, popłynęła przez łopatki, środkową partię pleców, dolną, aż wylądowała na spódniczce...
- O to ci chodziło? Bo jeżeli tak, to proszę bardzo, ale wiedz, że nie jestem kretynem...- druga ręka profesora wylądowała na piersi dziewczyny, którą to piersią po chwili zaczął się bawić z lekko znudzoną miną...
- Co pan profesor ma na myśli- zapytała dysząc ciężko...
- Zobaczysz- usta profesora już były na ustach dziewczyny, która to nie wiedziała czemu przez takiego zimnego, okrutnego, starego faceta robi jej się gorąco, i czemu jej ciało z taką niecierpliwością oczekuje jego starego ciała.
Ich pocałunek...Z jednej strony wyglądało to jakże obrzydliwie, jakby dziadek molestował swoją wnuczkę, zachłannie wpychając jej swój język, podgryzając wargi. Z drugiej strony wyglądało to nadzwyczaj pięknie, bo w twarzy dziewczyny było widać tęsknotę i niepohamowaną radość, co wieńczyły maleńkie, błyszczące łzy spływające po policzku. Po chwili ręce profesor zaczęły szybko rozpinać bluzkę Hermiony, która to nie miała najmniejszej ochoty mu tego przerywać, czuła się wspaniale, za każdym momentem, gdy jego zwinne palce choćby leciutko, musnęły jej rozpalone do białości ciało. Kilka minut później oderwał ją od siebie i spojrzał. Hermiona stała przed nim w samej bieliźnie, białej, koronkowej bieliźnie... Na jej skórze pojawiły się małe dreszcze, co natychmiast zauważył. Podszedł do niej ponownie i złapał za rękę. Wyprowadził ją z gabinetu i wprowadził do swojej sypialni, gdzie stało ogromne łoże z czterema kolumienkami, całkiem podobne do tego, które ona miała w swoim dormitorium, z tym, ze dwa razy większe. Nie minęło 10 sekund, jak już na nim leżała, a na niej profesor, znów całując ją namiętnie. Jego dłonie wędrowały po jej młodzieńczym ciele, a ona przez sam dotyk doznawała nieziemskiej rozkoszy. Profesor jednak nie wykazywał żadnej formy zaciekawienia, tak jakby dawanie takiej przyjemności było dla niego rzeczą codzienną. Po chwili jego mokre usta ześlizgnęły się z jej, i za jakiś czas to jego usta penetrowały, każdy, nawet najbardziej zawiły kawalątek jej ciała, co doprowadzało ją do istnej ekstazy. Przy piersiach zatrzymał się na dłużej, pieszcząc ustami sutki i jeżdżąc po nich językiem. Nie mogła się powstrzymać dlatego już teraz jęczała, dając upust swoim uczuciom, jej dłonie zatopiły się w jego przetłuszczonych, ciemnych włosach, nie obrzydzało ją to... Bardziej podniecało. Po Kilkunastu sekundach doszło do punktu kulminacyjnego wieczoru. Był to jej pierwszy raz, co profesor odkrył dopiero po tym jak stróżka krwi popłynęła na prześcieradło... Nie przejął się tym jednak za bardzo, dlatego jego ruchy stawały się coraz ostrzejsze, i coraz boleśniejsze dla dziewczyny, ale ona nie śmiała mu przerwać.... od dawna marzyła o tej chwili, a przez głupie bóle nie będzie marnowała najpiękniejszego wieczoru w jej dotychczasowym życiu.
- Jesteś... tylko... głupią... dziewczyną... nie... myśl... że... coś... z... tego... będzie...- mówił z każdym ruchem, a przy ostatnim słowie padł na dziewczynę dysząc.
Po kilku chwilach (które dziewczyna chciała by trwały jak najdłużej) mężczyzna przeturlał się na drugi koniec łóżka.
- Idź już stąd- rzekł
Hermiona chciała tylko na chwilkę przymknąć oczy, by upamiętnić każdą sekundę z tego co się przed chwilą wydarzyło, ale jak tylko otworzyła powieki, wcale nie znajdowała się w wielkim łożu profesora Snape’a. Była w swoim.
- Więc to był tylko sen...-szepnęła odwracając się na drugi bok, pozostawiając mokrą plamę od łez na części poduszki...

form-hermione-with-love 2005-03-10 17:19:42
skomentuj (43)
4
To wszystko nie miało najmniejszego sensu. Hermiona, coraz rzadziej myślała o Harrym w ten sposób... Bała się reakcji Rona... Wiedziała, że rudowłosy przyjaciel czuł coś do niej... Coś większego niż tylko przyjaźń... A ona jak na złość musiała poczuć coś do Harry’ego... W dodatku profesor Snape... Jak tylko o nim myślała w jej brzuchu budził się cały rój motyli, które łaskotały ją od wewnątrz swoimi cienkimi skrzydełkami... Oczywiście, to uczucie było z góry skazane na niepowodzenie... No bo jak uczennica z profesorem? W dodatku z człowiekiem, któremu uczucia odmienne od złości, nienawiści, obrzydzenia, czy ewentualnie mściwej satysfakcji, były mu widocznie obce...
Wstając rano myślała nad sensem życia, nad sensem tego wszystkiego... Westchnęła ciężko i jak każdego ranka, zabrawszy swoją szatę, ręcznik i kilka kosmetyków ruszyła do łazienki dla prefektów... Wypowiedziawszy hasło („Bańki mydlane”) po kilku minutach znalazła się w przepięknej łazience, w której przeważał kolor złoty... Postawiła jedną nogę w tym cudownym pomieszczeniu i od razu zauważyła, że przy umywalce stoi znienawidzony blondyn... Znienawidzony? Hermiona nie umiała tego określić.... Ona po prostu się go bała, ale teraz przyglądała się jego sexownym pośladkom, na których opinały się bokserki... Po chwili jednak zdała sobie sprawę z absurdu, jaki pojawił się w jej głowie... Przecież ona nienawidzi Malfoya! Zaklęła cicho pod nosem i zaczęła się irytować, dlaczego inne łazienki nie są koedukacyjne, tylko prefekci mają wspólną?! Ślizgon po chwili odwrócił się i spojrzał z małym zdziwieniem na twarzy na Hermionę... Jego wzrok pojechał po niej od samych stóp, po kolana, na chwilę zatrzymał się na zaokrąglonych udach, po czym ześlizgnął się na brzuch, i znów mała pauza w okolicach piersi, aż po kilkunastu sekundach spojrzał w jej przerażone, brązowe oczy...
- Co tu robisz?- zapytał po chwili przeciągając każdą sylabę....
Hermiona poczuła małe ukłucie w okolicach żołądka, a oddech stał się trochę szybszy...
- Wyobraź sobie, Malfoy, że to jest łazienka dla prefektów i jest taka możliwość, że w każdej chwili może ktoś przerwać twoją samotną toaletę poranną- odpowiedziała lekko zirytowanym głosem, podchodząc do umywalki i wieszając na wieszaku ręcznik...
- Mimo wszystko mogłabyś zapukać... A co by było jakbym był nagi?- na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech... Dziewczyna poczuła jak robi się czerwona na twarzy...
- Wtedy bym po prostu wyszła... Bo nie należę do twojego funclubu, w którym dziewczyny zrobiłyby wszystko by wskoczyć tobie do łóżka i zgwałcić cię brutalnie podczas snu....- rzekła starając się by jej głos był wyniosły, jednak trochę jej to nie wyszło, dlatego na twarzy blondyna pojawił się jeszcze szerszy i jeszcze bardziej szyderczy uśmiech....
- To mnie zraniłaś Granger... Chociaż, właściwie dobrze, że nie należysz... Bo widzisz, jakbyś mnie chciała gwałcić, to musiałbym sporo czasu stracić by się odszlamić, po tobie...- rzekł narzucając szlafrok....
Coś niemile zabolało ją w okolicach serca, po czym łzy napłynęły jej do oczu... Draco Malfoy... Ona go nie tylko nienawidziła, ona go mordowała każdej nocy, rozmyślała nad zaklęciami, które rzucałaby na niego by tylko sprawić mu ból, okrutny ból... Chciała widzieć jak wije się w agonii... Jak ona mogła myśleć, że ten obślizgły, wredny, chamowaty blondyn może zasłużyć na jej uczucie?!
- Żegnaj mała- syknął po chwili do jej ucha, wzbudzając na jej ciele ciarki, które popłynęły po szyi, aż do samego końca... Po czym dumnym krokiem wyszedł z łazienki...
- Pieprz się!- warknęła, jak tylko trzasnęły drzwi... Stanęła przed lustrem i zobaczyła ładną dziewczynę, z masą niesfornych loków na głowie, lekko zaczerwienionymi oczami i rumieńcami na policzkach...
Szybko się umyła, ubrała, umalowała i wybiegła z łazienki. Stojąc już w pokoju wspólnym gryfonów spojrzała na zegarek... Miała jeszcze godzinę na spakowanie ksiąg i zjedzenie śniadania.... Po chwili za jej plecami usłyszała jak ktoś wchodzi do pokoju.
- O cześć Hermiono- dziewczyna odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z Harrym... Spojrzała w jego zielone, niewyspane oczy, włosy, jak zwykle potargane, a szata jakby narzucona w biegu...
- Hej- odpowiedziała z uśmiechem- widzę, że nie jesteś zbyt wyspany....
- Noooo- chłopak ziewnął szeroko- robiliśmy w dormitorium wojnę na poduchy... Skończyliśmy jakieś trzy godziny temu....
- Harry! A wieczorem, wraz z Ronem twierdziliście, że jesteście zbyt zmęczeni na naukę!- obruszyła się dziewczyna, która przez kilka godzin sprawdzała ich prace domowe...
Zielonooki chłopak uśmiechnął się tylko niewinnie i pomknął po schodach do swojego dormitorium...
Hermiona westchnęła ciężko i ruszyła do dormitorium...
- Hermi, nie widziałaś gdzieś mojej spinki?- to Parvati latała po całym dormitorium przewalając góry ubrań w poszukiwaniu ozdoby do włosów...
- Nie mów tak do mnie- odpowiedziała cicho dziewczyna, nienawidziła zdrobnień od jej imienia...- i nie widziałam, a po co ci ona, możesz spiąć włosy klamrą...
Parvati spojrzała na nią jak na potłuczoną... Po czym zatoczyła koło oczami i odpowiedziała, jakby od niechcenia...
- Herm, czy ja ci przypadkiem nie mówiłam, że dziś mam spotkanie z Mikiem? I co zepnę włosy klamrą?! Litości!
Hermiona wzruszyła tylko ramionami i podeszła do swojego łoża. Wyjęła z szafki torbę i spakowała kilka grubych tomów do środka...
- Parvati, a może chcesz moją spinkę?- to Levender, najlepsza przyjaciółka Parvati, która pomagała jej w robieniu z wspólnego dormitorium chlew...
- Którą?- warknęła podnosząc głowę znad sterty ubrań....
- No tą w kształcie ważki- odpowiedziała, wyciągając ze swojej kosmetyczki dużą spinkę w kształcie owada...
Hermiona nie chciała dłużej oglądać tej komedii, wyszła szybkim krokiem z dormitorium, i po chwili rozsiadła się na fotelu w oczekiwaniu na Harry’ego i Rona, którzy po jakiś pięciu minutach zwlekli się po schodach...
- Hej Heeeeeeeeeeermioooooooooonoooooooooo!!!- ziewnął rudowłosy chłopak na powitanie...
- No hej...- odpowiedziała poirytowana- czy ja wam nie mówiłam, że jak czujecie się zmęczeni to od razu powinniście iść spać? A jak w łóżku poczuliście nagły przypływ energii do działania, to nie trzeba było walić się bezmyślnie po głowach kawałkiem materiału napchanym pierzem, a przeczytać jakąś książkę!- warknęła siadając przy stole i wpatrując się w zaspane miny przyjaciół...
- Oj Hermiono, czy ty nigdy nie wyluzujesz?- odpowiedział Ron nalewając sobie kawy do filiżanki...
- Nie! Nie wyluzuję! Przecież za kilkanaście tygodni piszemy SUMy! A wy poświęcacie cenny czas nie na naukę a na głupie zabawy! I teraz nie będziecie uważać na lekcjach i znów będę musiała poświęcać wam czas, żeby podać notatki... Ale nie! Dziś tak nie będzie! Robicie sami notatki! Nawet na Historii Magii!- syknęła... Była wściekła, ale nie na Rona czy Harry’ego, właśnie zauważyła Dracona Malfoya, wchodzącego do Wielkiej Sali otoczonego przez co najmniej pięć dziewcząt, i słuchających z głupim wyrazem twarzy jego beznadziejnych żartów, prawdopodobnie o Harrym...
- Hermiono, masz okres?- zapytał po chwili Ron...
Dziewczyna posłała mu spojrzenie wściekłego hipogryfa, po czym wstała i wyszła szybkim krokiem z WS.
Robiła wielkie kroki i zbiegła po schodach pod salę profesora Snape’a... No tak, jeszcze tylko eliksiry, kolejna dawka stresu... Słodko!

form-hermione-with-love 2005-02-06 14:30:25
skomentuj (28)
3
- Oj Hermiono nie mozesz się pospieszyć?!- usłyszała dziewczyna czesząc się przed lustrem pospiesznie...
Schowała szybko szczotkę do torby i wybiegła z dormitorium...
- A cz ty mógłbyś nie być taki w gorącej wodzie kąpany?- uśmiechnęła sie sprawdzając czy wzięła wszytskie książki ze sobą...
- Ja przynajmniej nie szykuję się po kilka godzin, żeby ładnie wyglądać na lekcjach- powiedział zirytowanym tonem rudy chłopak...
- Bo nie jesteś kobietą- wyszczerzył zęby Harry.
- I chwała Bogu- sapnęła Hermiona, na co chłopcy wybuchnęli śmiechem...
I czego on się jej czepiał... Dzisiaj sporo lekcji... A chciała do końca dnia wyglądać ładnie... Zwłaszcza, że dziś miała go znów zobaczyć...
- Dałbym wszystko, żeby tylko nie iść dzisiaj na eliksiry...- mruknął posepnie Ron, kiedy zasiedli przy stole gryfonów...
- ja też- Harry również nie wydawał się być pocieszony faktem, że przed nim 2 godziny z profesorem Snape'em, który darzył go dość podłym uczuciem...
Hermiona burknęła coś pod nosem zapychając sobie buzię sporą dawką płatków...
- no- rzekł Ron patrząc na wielki zegar- czas byłby aby się zbierać...
Trójka przyjaciól powstała równo i szybkim krokiem poszli w stronę lochów, gdzie miał się odbyć tak nielubiany przedmiot...
Przed drzwiami do klasy stała już grupka ślizgonów zażarcie o czymś dyskutująca... Wszyscy zdali sobie sprawę, że prawdopodobnie plotkują na temat rzekomego romansu między Hermioną a Harry'm...
- Nasze gołąbeczki przyleciały... o nawet opiekunkę do dzieci wzięły- zaczęła śmiać się szyderczo Pansy Parkinson, najbardziej wścibska i wredna dziewczyna w Hogwarcie... Dziewczyna Malfoya...
Wesołe trio zignorowało zaczepki krótkowłosej dziewczyny, a dobrze się akurat złożyło ponieważ w tym momencie profesor Snape otworzył szeroko drzwi od pracowni i nakazał im wejść cichym warknięciem...
Hermionę coś nieprzyjemnie ukuło w żołądek... Zawsze tak było na lekcjach Snape'a...
Mistrz eliksirów napisał składniki na tablicy i po chwili w klaise zapanowała idealna cisza...
Hermiona, jak zwykle pracowała razem z Harry'm i Ronem, jednak dziś zdawała się być jakaś nieobecna...Co chwilę patrzyła w stronę profesora, który jak cień przemiesczał się po klasie i strofował gryfonów... Serce zaczęło jej dziwnie mocno bić... Nie wiedziała czy to wpływ stresu, czy może czego innego, ale zauważyła, że już od jakiegoś czasu fascynuje ją, znienawidzony przez większość szkoły, nauczyciel...
Po chwili podszedł do ich stolika. Hermionie zaczęło o wiele mocniej bić serce, zauważyła, że ręce jej się trzęsą i miała ogromne problemy z nalaniem krwi nietoperza do kolbki...
- Czyzby duma Gryffindorru, miala jakies problemy z nalaniem zwyklej krwi do kolbki?- zapytal ściszonym głosem, a ponieważ w sali panowała niezwykła cisza wszyscy to usłyszeli.. Z przodu Pansy parsknęła śmiechem...
- Daj mi to głupia dziewczyno- powiedział kiedy Hermiona wylała większość krwi na blat stołu... Wyrwał jej z ręki naczynie i zręcznie wlał idealną ilość czerwonej cieczy...
Po chwili odszedł... Hermiona czuła się upokorzona i chciała wybiec z klasy płacząc jak małe dziecko... Pociągnęła jendak dwa razy nosem i wzięła si poządnie do pracy... Chciała mu pokazać, że nie jest głupią dziewczyną... Oczywiście jak dziewczyna się na coś zawzięła to musiała to zrobić idealnie, dlatego oceniając pracę Hermiony, Snape był zmuszony postawić jej W, bo nie było żadnych zastrzeżeń.



Przepraszam za długośc notki, ale jakoś nie mam natchnienia na tego bloga... przepraszam... możliwe że skasuje go niedługo...
Buziaki!
form-hermione-with-love 2005-01-15 19:16:33
skomentuj (18)
2
Dziewczyna obudziła się z krzykiem. Jej wpółlokatorki skarciły ją głośno i zasnęły ponownie, jednak Hermiona, owa dziewczyna nie mogła dojść do siebie... Nie pamiętała co jej sie śniło, jescze przed sekundą trzymała wątek, ale po głośnym "Kurwa, Hermiona zamknij się!" należacym do Parvati, zgubiła go momentalnie... Zdawała jednak sobie sprawę, że było to coś strasznego. otarła pot z czoła i wysunęła się cicho z łóżka i podążyła w stronę drzwi... Zeszła po schodach i stanęła na ciepłym dywanie Pokoju Wspólnego Gryffindorru...
Usiadła naprzeciwko kominka, w którym od kilku godzin wesoło huczał ogień. Patrzyła długo w tańczace języki żywiołu, aż w końcu, jak zahipnotyzowana, zasnęła wtulając się w oparcie fotela...

- Herm?- usłyszała męski głos nad sobą- Co tu robisz?
Otworzyła oczy i spojrzała na chłopaka patrzącego na nią z troską...
- Mmmmmmm....- mruknęła i zamlaskała kilka razy...- nie pamiętam- odrzekła wkońcu przeciągając się w fotelu.
Rudowłosy chłopak, patrzył na napięte piersi,i opinającą się na nich koszulkę nocną...
- Ubieraj się szybko, zaraz schodzi Harry i idziemy na śniadanie- odrzekł łykając ślinę
Dziewczyna uśmeichnęła się szeroko i wbiegła po schodach. Po chwili schodziła ubrana w "mugolskie" ciuszki... Nie musiała ubierac formalnej spódniczki plisowanej, bluzki rozpinanej, krawata w paski, marynarki i zakolanówek. dzis była sobota, więc ubrała się w jeansy, doskonale dopasowane do jej sylwetki, lekko rozszerzane u boku, i bluzę na dlugi rękaw. Prezent od Rona, kiedy wciąż zakładała go na siebie... Uwielbiała tę bluzę, bo była taka ciepła i miła, w dodatku czuła się tak jakby miała przez cały czas przyjaciela przy boku.. nie to, że czuła coś do niego, ale po prostu czuła się bezpieczniejsza w jego towarzystwie. Jeżeli już miała kogoś obdarzyć uczuciem to drugiego przyjaciela, Harry'ego, który nie odwzajemniał kompletnie jej uczuć... Harry wiedział, że hermiona podoba się Ronowi, więc nie stawał mu na drodze, za co rudzielec był mu bardzo wdzięczny...
Zeszła powoli po schodach i podbiegła do czekających na ną przyjaciół z promiennym uśmiechem...
- No to co? idziemy szamać?- spytała
- A ty co taka radsna dzisiaj, Hermiono?- spytał się po chwili Harry, który zawzięcie szukał czegoś w torbie...
- A nic, tak po prostu- odpowiedziała szczerząc zęby- a po co właściwie wziąłeś torbę? Przeciez dziś jest sobota, nie mamy lekcji...
Harry stanął jak porazony...
- Cholera! Wiedziałem! Chyba za wcześnie się obudziłem... No to idźcie już do wielkiej sali ja dojdę do was... Zaniosę tylko te cholerną torbę- krzyknął juz z połowy korytarza biegnąc w strone schodów wiodących do obrazu, tajnego przejścia do domu gryfonów...
Hermiona i Ron szli w milczeniu, przez chwilę, ale Ron nie należał do osób lubiących ciszę...
- No, Hermiono co dziś mamy w planie? Jakis spacerek wokół zamku, kolacja we dwoje?- spytał, uśmeichając się...
- niee- odpwoeidziała w zamyśleniu- myślę, że powinniśmy zacząć przygotowywać się do egzaminów końcowych... Ron przeciez do czerwca niedaleko!
- Hermiono mamy grudzień! bez przesady! Przerwa świąteczna! Trzeba wypoczywać!- rzekł Ron patrząc na nią jakby urwała się z choinki...
- Czas, żeby nadrobic zaległości Ron! Doskonały czas na to!- poprawiła go przyjaciółka- Zresztą nieważne, sprawdźmy co dzis mamy do jedzenia...
Weszli do wielkiej sali, przystrojonej świątecznymi ozdóbkami... W całym zamku było mało uczniów, dlatego wszyscy uczniowie siedzieli przy jednym stoliku...
Ron zajął miejsce Harry'emu, który właśnie nadbiegł i usiadł obok niego...
- mmm pyszności- zamruczała Hermiona sięgając po miskę z kluskami z sosem mięsnym...
Do sali weszła właśnie gromada ślizgonów, która rozlokowała się naprzeciwko trójki przyjaciół... Dokładnie naprzeciwko Hermiony usiadł, nie kto inny jak Draco Malfoy...
- To już lekka przesada- rzekł po chwili- żeby kazac siedzieć nam ze szlamami...
Ron powstał na równe nogi i już miał złapać Dracona przez stół, kiedy Hermiona pociągnęła go za szatę i powiedziała spokojnym głosem...
- Ron nie słuchaj takiego zera jak Malfoy... nadworny dupek, musi wykonywac swoje zajęcie, a chyba nie chcesz przez takiego kogoś odrabiać szlabanu- złapała za kawałek chleba i zaczęła smarować go dzemem...
- Widze, że nasza oszlamiona koleżanka, dzisiaj nie jest w... mokrym nastroju... Czemu nie płaczesz tak jak ostatnio?- spytał się usmeichając się wrednie...
- Dlatego, że jeszcze nie spojrzałam na twoją parszywą gębę Malfoy- rzekła nadal nie obdarzając go wzrokiem...
- Granger- wysyczał- widze żeś dzisiaj w dość wisielczym humorku, ale nie martw się już ja ci go poprawię- jego ton można odebrać było jako obraźliwo- ostrzegający...
- Tak?- podniosła wzrok znad kanapki- No to dalej. Czekam...- patrzyła się w jego zimne, przepełnione nienawiścią, oczy... Po chwili wpatrywania się w siebie Draco powiedział...
- Wiesz, Granger, myślałem, że jesteś taką głupią cizią, która płacze za każde obraźliwe słowo, ale nie... Ty Jesteś głupią szlamą, która ze mną zadziera i w koncu tego pożałuje...- uśmeichnął się drwiąco...
- Czekam z neicierpliwością- rzekła wstając i wychodzac z sali... Za nią wybiegli Ron i Harry...
- No no, Hermiono, nie spodziewałem się aż tak ciekawej wymiany zdań- powiedział z podziwem Ron...
- Po prostu nie dam się zastraszyć, a już tym barzdiej obrażać jakiemuś zapyziałemu kretynowi- Hermiona przyjęła zaciętą minę...
- i tak trzymać- uśmeichnął się Harry

Hermiona szła samotnie, do biblioteki. Musiała wypożczyć Historie Hogwartu, bo nie miała juz żadnej ksiązki na rozerwanie, a ponieważ zbliżała się pełnia, wiedziała, że moze mieć problemy z zaśnięciem...
- Kogóż to moje oczy widzą?- usłyszała drwiący głos...
- Czego chcesz Malfoy?- spytała się patrzac w ciemny korytarz...
- No bo widzisz, Granger, pamiętasz dzisiejszy ranek? No więc, uroczyście oświadczam... doczekałaś się- odpowiedział wychodzac z cienia, mierzac ja wzrokiem...
Hermiona poczuła lekki ucisk na żołądku... bała się, bo wiedziała, że teraz nikt nie przybiegnie jej z pomocą, a Malfoy o wiele lepiej znał się na czarnej magii niż ona... Bóg wie co mu łaziło po tej blond łepetynie...
- i co zamierzasz mi zrobić?- zaczęła zaczepnym tonem- rzucisz na mnie jakieś zaklęcie niewybaczalne? co?
- W gruncie rzeczy nie byłby to taki zły pomysł, ale wiesz... jak rzuca się takie zaklęcie, to na różdżce pozostaje kawałek istoty zaatakowanej... A wolałbym aby moja różdżka nie została ubrudzona szlamem- odrzekł, jeżdżąc po niej wygłodniałym wzrokiem, i bawiąc się różdżką...- wolałbym cię jakoś tak upokorzyć przed całą szkołą... Zastanawiam się tylko jak...
Hermiona patrzyła na niego ze strachem w oczach... Przestraszyła się nie na żarty, wiedziała, że Malfoy nie blefuje... Starała się wymyśleć jakaś drogę ucieczki, ale on by ją i tak znalazł...
- No, co proponujesz Granger? Może jakiś pomysł bo mi nic nie przychodzi do głowy...- rzekł po chwili straszliwej ciszy...
- Może dlatego, że jesteś na to za głupi?- Hermiona spojrzała na niego wojowniczo...
- To japierw zamknę ci tę twoją buźkę, bo zaczynasz mnie...irytować... Silencio- krzyknął celując w nia różdżką...
W Hermionę ugodziło zaklecie i nie mogła już wydobyć z siebie najkrótszego słowa...
- O wiele lepiej- uśmiechnął się szyderczo- no to teraz, może troszkę popsujemy ci ubranko... a może też troszkę i twarzyczkę...
Zrobił krok w jej stronę, hermiona patrzyła si na neigo z przerażeniem w oczach. W koncu znalazł się tuż obok niej. Ukucnął i szepnął...
- Ładna bluzeczka- złapał za nią i rozdarł na pół- oj... popruła się, musisz kupować ubrania z leszego pateriału...
Hermiona sparaliżowana była strachem, Spojrzała na kawałek materiału, szczęśliwie nie była to bluza Rona...
Draco spojrzał się na nią... Spojrzał na piersi zasłonięte białym, koronkowym stanikiem...
- Wiesz, gdybyś nie była, tym kim jesteś, schrupałbym cie zaraz, ale... sama wiesz co sądze o twoim szlamie... Nie chcę nim przesmierdnąć- odezwał się cicho...- Hmmm... spodenki też niczego sobie- trach... opadły na ziemię...- ups... przepraszam- dodał wrednie się śmiejąc...- i jak się podoba Granger... To co, że nikt nas nie widzi, i tak wiem jaka czujesz sie upokorzona... Ach a co to będzie jak wrócisz do pokoju wspólnego... No... to zosatwiam cie z tym problemem... Poza tym... ładna bielizna...
Hermiona już myślała, że ją też ma zamiar rozedrzeć na strzepy,a le on wstał odwrócił się od niej i zniknął w ciemnym korytarzu... Czuła jak łzy spływają jej po twarzy i lądują na piersiach... Znów przegrała, znów Malfoy'owi udało się ją upokorzyć... Wzięła skrawki materiału i podążyła w strone pokoju wspólnego...

- Hermiona!- Ron podbiegł do przyjaciółki, zdjemując z siebe bluzę i zakładając od razu na nią- co się stało?!
Hermiona spojrzała na neigo zapłakana i przytuliła się do neigo... Musiała... po prostu musiała się do przytulić... Poczuć choć przez chwilę to bezpieczenstwo... Rozbeczała sie jak małe dziecko wycierajac oczy w jego t-shirt.
- N... nic- wychlipała odrywając się od Rona...- przewróciłam się i podarło mi sie ubranie...
- Nie wierzę!- krzyknął Harry prowadząc
ją na kanapę...- powiedz kto ci to zorbił?! Malfoy?!
- nieee- wydukała- mówię, że się przewróciłam, bo łamaga jestem...
Wstała i wbiegła po schodach do dormitorium... rzuciła się na łóżko i zasnęła od razu, odrywając oczy od wsiąkających w poduszkę łez...
form-hermione-with-love 2004-12-26 00:12:54
skomentuj (3)
1
W Hogwarcie zbliżały się święta. Wielu uczniów podażało na pociąg do Londynu, skąd odebrać ich mieli rodzice, by zabrać ich na świąteczną kolację...
Jednak sporo osób pozostało w cieplym i przytulnym zamku, przystrojonym ślicznymi ozdobami... Cały Hogwart przepełniony był cudownym zapachem jodeł, które wprawiały pozostałych w zamku uczniów w prwadziwie świąteczny nastrój...
W pokoju wspólnym Gryffindoru panowała iście rodzinna atmosfera. Na samym środku stała wielka jodła przystrojona złotymi i szkarłatnymi bąbkami, na każdym oknie wisiały stroiki, wesoło pogrywające kolędy, a w kominku wesoło tańczył ogień, przy którym ogrzewała się trójka przyjaciół, właśnie przybyłych z zaśniezonego dworu...
- Och, uwielbiam okres świateczny, w całym zamku jest wtedy tak... przytulnie- zamruczała ładna dziewczyna o bardzo kręconych włosach...
- Mi się tam bardziej podoba idea prezentów- rzekł rudowłosy chłopak siedzący najbardziej od okna...
- Ron! Zero w tobie romantyzmu!- oburzyła się blondynka...- Ide po kakao, ktoś chce?
- Tak Hermiono, jakbyś mogła...- odezwał się chudy, pczochrany chłopak...
- Jasne Harry- dziewczyna wstała i wyszła z pokoju wspólnego...
- Słuchaj, Harry... nie sądzisz, że Hermiona... no wiesz... tak jakby... leciała na mnie?- spytał się po chwili milczenia rudzielec, który wciąż wpatrywał się w dziurę pod portretem, w której przed chwilą zniknęła przyjaciółka...
Harry spojrzał sie na niego z podniesionymi brwiami, a po chwili wybuchnął gromkim smiechem...
- Hahaha, a skąd takie wnioski?- wyrechotał...
Ron siedział cicho, wptrując się z oburzeniem w przyjaciela, jednak po chwili, odgarnął teatralnym gestem grzywke i rzekł grubym basem...
- Czemu się dziwisz... Mojemu wdziękowi raczej nikt się nie oprze- po czym również wybuchnął smiechem...
- Co wam tak wesoło chłopaki?- spytała lekko uśmeichając się Hermiona, która właśnie weszła do PW i stawiała kubki z gorącym kakaem na stoliku...
- hehe.. ee... nic, my tak po prostu... takie... eee... męskie sprawy... możnaby rzec- odpowiedział jej Ron szczerząc do niej zeby...
- Taaa.. jasne... No nieważne... W każdym badź razie, nie sądzicie, ze pora pochwalić się swoimi prezentami?- uśmeichnęła się dziewczyna...
- My się sobie z Harrym nie musimy chwalić, bo widzieliśmy rano- odezwał się Ron sięgając kubek Hermiony i biorąc soczystego łyka...
- Ron! Zostaw to!- krzyknęła wydzierając mu kubek z reki i uśmeichając się- I pokazujcie prezenty, bo ja jestem ciekawa!!!
- No dobra już dobra- powiedział Harry wstając i kierując się w stronę schodów prowadzących do dormitorium chłopców...- No chodź Ron!- zawołał przyjaciela, który z małym oporem i grymasem wstawał z kanapy...
- Harry! Mógłbyś chociaż trochę pomyśleć następnym razem!- skarcił Harry'ego Ron, kiedy znaleźli się w swoim dorimtorium na szczycie wierzy Gryffindorru- Hermiona oskarża mnie o brak romantyzmu, to bym jej pokazał, że całkowicie się myli... Wiesz, śnieg za oknem, ogien w kominku, kakao i my... ja i Hermiona- zaczął fantazjować...
- Tak i bliźniacy wtykajacy ci łajnobomby pod tyłek- sprowadził go na ziemię chłopak, poprawiając sobie okulary na nosie...- Mniejsza, bierz prezenty i schodzimy do Twojej lubej...
- Ona nie jest moją lubą!- zaperzył się Ron- ja ją lubię... i... No nie powiem.. fajnie by było być z nią, ale ona wciąż tym Krumie nadaje... szkoda słow- westchnął...
Harry położył mu rękę na ramieniu i rzkł.
- No stary, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... tak cały Hogwart stoi przed tobą! Patrz ile fajnych dziewczyn tu chodzi...
Ron usmiechnął sie, wziął swoje prezenty i razem zeszli na dół.

- Co tak sama siedzisz Hermiono?- do dziewczyny od tyłu podszedł również rudowłosy chłopak, ale był on niecy wyższy od Rona i zupełnie inny z twarzy...
- O hej George- odezwała się Hermiona ścierając z siebie kakao jakie wylało jej się, pod wpływem wstrzasu i szoku jaki przeżyła nagłym atakiem Georga- czekam na chłopaków żeby zobaczyć ich prezenty...
- Przepraszam, ze cie wystraszyłem- powiedział z zatroskaną miną, siadając obok niej...- nie wiedziałem, żeś taka... hmmm... niewyrobiona...Trzeba chyba nad tobą popracowac...
- Eee... nie dziękuję- uśmiechnęła się z małym strachem w oczach- po prostu zamyśliłam się...
- Przepraszam, pogadałbym z tobą dłużej, ale mam trochę roboty- powiedział oglądając się za siebie gdzie stał identyczny chłopak z jakimś drugim, cimnoskórym, którzy wołali go na migi- No to do zobaczenia kiedyś tam- wyszczerzył zęby...
- Ale ja mam nadzieje, że niczego nie kombinujecie...- odezwała się Hermiona patrzac na niego podejrzliwie.
- My?- spojrzał na nią z miną niewinnego szczeniaczka- No cos ty...
Hermiona odprowadziła go podejrzliwym wzrokiem, podnosząc nieco wyżej jedną brew...
- Co tak doglądasz mojego brata?- spytał się Ron zakładając jej ramie na szyje, kiedy usiadł obok niej.
- Weź tę rękę- powiedziała Hermiona odsuwając się lekko od neigo i nadal patrząc za Georgem- Po prostu zastanawiam się co oni tam knują...
Ron spojrzal z rezygnacja na Harrego, który usadowił sie naprzeciwko nich w fotelu, on uniósł lekko ramiona i brwi...
- Pewnie jakieś kolejne wybuchowe długopisy czy coś- rzekł spoglądając smętnie za okno gdzie własnie zaczął pruszyc obficie snieg...
Hermiona odwróciła się po chwili do przyjaciół i uśmiechnęła sie promiennie...
- No to pokazujcie co tam macie!
- Gdzie?!- krzyknęli z nutka przerażenia i obrzydenia chłopcy...
- Oj! Erotomani, głupi! W tych paczuszkach, które przyniesliście!- blondynka spojrzała na nich z politowaniem...
Ron I Harry zaczęli wyciągać ze wsoich paczek prezenty... Swetry, słodycze, książki, skarpety, ciasto, zestawy do zajmowania sie miotła, paczki łajnobomb, bombonierki Lesera (produced by Weasleys Twins) i tym podobne... Właściwie prezenty u chłopaków powtarzały się co roku, od czasu do czasu zdarzył się jakis miły wyjątek, jak wspomniane zestawy... Obydwaj je dostali ponieważ, Harry i Ron byli w drużynie Quiditcha...
- A ty co dostałaś?- zapytał się harry chowając swoje prezenty...
- No tak jak wy... plus kilka ciuchów i...zresztą nieważne- odpowiedziała lekko różowiejac na policzkach...
- Pokaż!- krzyknęli obydwaj...
- Niee- pisnęła chowając za siebie małą paczuszkę...
jednak chłopcy dopadli do niej i wyrwali jej owy pakunek... Ron odwinął papier i zorbił wielkie oczy...
- Co tam jest- spytał Harry trzymając Hermiona ze ręce, którymi starała się wyrwać Ronowi jej własność...
Ron tez poczerwieniał, co po chwili zaczęło zgrywać się z kolorem jego włosów. Podniósł poskładaną ładnie, skapa, czerwoną bieliznę, staniczek i stringi...
- Fujj- stęknął Harry- Od kogo to?- spojrzał na Hermione, która właśnie wyrwała się z uscisku zielonookiego przyjaciela i zabrała zażenowanemu Ronowi bieliznę z ręki... Miała bardzo złą minę, policzki wypchane miała powietrzem a na oczy pchały się łzy...
- Nie twój interes- fuknęła wychodząc z PW.
- Co ją ugryzło?- spytał jeszcze harry i skulił się lekko pod wpływem huku obrazu, przez który wybiegła zapłakana przyjaciółka...

Hermiona szła powolnym krokiem przez korytarze. Nie zachwycała sie uż wyśpeiwującymi kolędy ozdóbkami, ani smacznymi zapachami z kuchni... Szła upokorzona... Mogła wogóle nie mówić o prezentach i prawdopodobnie teraz siedziałaby z przyjaciółmii gawędziła beztrosko, a tak?! Będzie śmeirtelnie na nich obrażona aż do kolejnego nieszczęścia...
Ukucnęła przy ścianie i wypłakiwała się w kolana...
- No kogóż my tu mamy? Nasza nadworna szlama? Sama bez swoich ochroniarzy- usłyszała zimny, drwiący głos...
- Spieprzaj Malfoy- warknęła, nie musiała nawet patrzeć kto do niej mówi, bo doskonale zdawała sobie z tego sprawę... Ten wredny głos rozpoznałaby wszędzie.
- Ani mi się śni- odpowiedział- Bo widzisz... Takie marne coś jak ty nie ma anwet prawa oddychac tym samym powietrzem co ja... ale cóż... chyba musze się z tym pogodzić... Jednak ty mi nie będziesz wydawać rozporządzeń... A już tym bardziej nie mam ochoty opuszczać tego miejsca kiedy widzę, jak się mazgaisz, bede miał z czego sie śmiać wieczorem...
Hermiona podniosła na niego wzrok... patrzył na nia z taką wyższością...
- Bo widzisz Malfoy- odpowiedziała wstajac i patrząc w te jego zimne oczy- ja nie jestem aż tak wielką kretynką jak ty zeby zaczepiać taką, jak mnie nazywasz, szlamę, która ma o wiele lepsze wyniki w nauce niż ty i potrafi wyrządzić ci o wiele wieksza krzywde niz sobie wyobrazasz...
Odwróciła się od niego i zaczęła iść w drugim kierunku...
- Granger, ty idiotko, myslisz, że jak rzucisz na mnie zaklecie rozbrajajace to cos mi zorbisz?! Chyba sobie kpisz!- Malfoy zaczął się teatralnie śmiać...
Dziewczyna postanowiła nie odzywac sie do niego... Weszła do damskiej łazienki. Wiedziała, ze tutaj ten bałwan nie wejdzie...
Zamkneła drzwi od kabiny, usiadła na klozecie i rozpłakała sie na dobre... Miała dosyć tych upokorzeń, ze strony Malfoya... Nienawidziła go całym sercem, mogłaby go w tym momencie, teraz zabić... najchętniej...
Była zmęczona, bardzo zmęczona, czuła jak swiat odpływa, od niej a ona dotykała palcami juz morza w krainie snów...
form-hermione-with-love 2004-12-24 21:35:51
skomentuj (8)




Szablon from

***S H I R L E Y***




*Ksiega Gosci*
Ogladaj & Wpisz


*Archiwum*
2005
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień



*Linki*
blogi które warto odwiedzić
4 zwariowane przyjaciółki, ich czasy i świat! tam też się udzielam ;P
cos na czym mogłabym się wzorować... naprawdę wspaniały blog!!!

moje drugie ja
siostra Dracona Malfoya



*Buttony*








Szablon from

***S H I R L E Y***